Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty

23.08.2014

Chmielaki 2014 - fotomigawka


Jak co roku pod koniec sierpnia pojechaliśmy do Krasnegostawu. Od piątku odbywają się tam Chmielaki, czyli święto piwoszy i piwowarów. Zobaczcie kilka zdjęć z pierwszego dnia imprezy.

20.07.2014

Pamiątki z Czech


Choć był to krótki wyjazd, na miejscu byliśmy w sumie tylko dwa dni, to i tak będę go miło wspominać. Było krótko, ale intensywnie. Zobaczcie jak minął nam ostatni dzień w Czechach i co przywiozła z tego wyjazdu Hania.

16.07.2014

Kolory w Ostravie


Wyjechaliśmy w środę o 5:00. Na miejsce zajechaliśmy sporo przed czasem. W drodze przez centrum Ostravy "przechwycił" nas człowiek, który zaprosił nas na festiwal. Z jego pomocą dojechaliśmy pod samą halę, w której odbywały się dzisiejsze koncerty. Udało nam się dość sprawnie przeprowadzić próbę akustyczną na scenie w hali. 

7.07.2014

Jadą Mazury!


W minioną niedzielę wyruszyliśmy na koncert do Mrągowa. Hania na początku jazdy ładnie zasnęła, ale jakieś 100 km przed celem zaczęła okropnie marudzić. Na szczęście, jakoś udało się ją spacyfikować i dojechaliśmy na czas, bez dodatkowych przystanków.

13.05.2014

Wracamy na trasę

Co mam w torbie?

I znów spędzamy weekendy w busie. Tym razem pojechaliśmy niedaleko, bo w okolice Warszawy, na zaproszenie klubu tenisowego z Brwinowa. 

Na zdjęciu powyżej kompletna zawartość torby Córy. Na jeden dzień...

23.03.2014

Wyjazd do Bydgoszczy

Więcej filmów z Hanią tutaj

Dokładnie rok temu także byliśmy w trasie [KLIK]. Wtedy jeszcze we dwoje, choć ja, z wielkim 32 tygodniowym brzucholem. Byłam jak półtorej mnie. Z Hanką w środku. Wtedy, w 2013, to była podróż do dalekiej Holandii, a w piąteczek sieknęliśmy tylko 500 km - do Bydgoszczy.

9.03.2014

Pierwszy spacer tej wiosny


Nocka minęła nam dość spokojnie. A to duży prezent ostatnimi czasy. Wstaliśmy późno, koło 9:00, a już za dwie godziny byliśmy w drodze do Nałęczowa. Zostanie w domu w taką pogodę byłoby grzechem!

27.09.2013

Sounds Like Poland


Chyba zacznę lubić Warszawę, troszeczkę. Kiedyś mi się nie podobała. Szczególnie kiepsko prezentowało się centrum, było zaniedbane, jakieś oblepione tandetą. Wszędobylskie reklamy potęgowały efekt bałaganu i chaosu i jeszcze te plakaty, jakieś obleśne budy...

5.09.2013

Fotorelacja z Sanoka



Nasz nowy bus z pupy strony.
Kolejny wyjazd za nami. Tym razem byliśmy w Sanoku. Wrzucam zdjęcia i zastanawiam się czy nie za dużo ich.. kto to będzie oglądał? I dochodzę do wniosku, że muszę zacząć zbierać na lepszy aparat...


28.07.2013

Podróż z Hanią

Każda podróż zaczyna się od pakowania. Dzień przed wyjazdem mieliśmy koncert, wróciłam późno, córa już spała więc żeby jej nie hałasować, przełożyłam ostateczne pakowanie na ranek następnego dnia.

zdjęcie pt. Gdzie jest Hania?

Pobudka 4:20. Szybkie pakowanie pieluch, kocyków, przewijaka, ubranek na zmianę w razie upału, mrozu, wiatru, powodzi itp.....  zabawek starych sprawdzonych i nowych do wypróbowania, smoczków, herbatek...


W drogę!

Wyjazd o 6:00. Pierwsze karmienie w busie 8:45. Kilkukilometrowe korki i upał były ciężkie, ale do wytrzymania. Podczas poprzednich wyjazdów Młoda głównie spała, właściwie większość tras przesypiała. Tym razem przerwy pomiędzy drzemkami były dłuższe. Czas spędzałyśmy na oglądaniu książeczki, zabawie z kulą i żabką. Na szczęście te akcesoria wystarczyły, żeby skutecznie pannę Hannę zabawić. 

Podróż zajęła nam więcej niż planowaliśmy - zaskoczyły nas ogromne korki na trasie Warszawa - Elbląg. Koło 11:00 było już jasne, że nie mamy czasu na obiad, nie mamy czasu nawet żeby zatrzymać się na parkingu i przewinąć Młode. Dwie mega bomby udało się opanować nie wyjmując Hani z fotelika - wyczyn możliwy jedynie w siedzisku Mutsy (tak mi się wydaje). Skorzystaliśmy z rad innych kierowców, którzy wypowiadali się na CB radiu i wybraliśmy drogi mniej uczęszczane, boczne ale i nie najlepszej jakości.. Udało się ominąć 60 kilometrowy korek Elbląg-Gdańsk oraz 12 kilometrowy korek na autostradzie A1 (1,15h czas oczekiwania na zjazd z autostrady, opłatę na bramkach wyjazdowych! Skandal na własne życzenie plus prawie 28 zł z portfela....) i o godzinie 16:10 dojechaliśmy na miejsce koncertu - Gdynia Park Kolibki.


Pierwsze wejście Młodej na scenę zostało uwiecznione przez M na milionie zdjęć..ale i chwila owa wymagała odpowiedniego udokumentowania ;) .

Projekt "Haniocycanie" - 2/07/13

Po próbie mikrofonowej i 2 marchewkowe kupki później wybraliśmy się na spacerek nad morze! Kolejny debiut córy. Tym razem na plaży. 



Nóżki nie zmoczyła i fala nie obmyła, bo ostrzegano nas przed sinicami, ale stópki potaplały się troszkę w chłodnym piasku. 





Koncert godzina 19:00. Sztuka jak sztuka - odbyło się i po robocie. Publiczność ciężka, siedząca, mało ruszająca się, nawet chociażby górnymi partiami ciała, nie mówiąc o dźwignięciu się z kocyków... Po 3 numerach trochę opadłam z sił. Dało o sobie znać zmęczenie (położyłam się o 2:00 przed wyjazdem, wstałam o 4:20 podróż też nie była przyjemnością....). Jakoś dotrwałam do końca. 

Projekt "Haniocycanie" 3/7/13. Kiedyś miałam zdecydowanie odmienne rytuały po zejściu ze sceny, a dziś...

Po złożeniu wszystkich instrumentów i spakowaniu busa wyjechaliśmy o 21:00 - do domu!! Słońce przestało przygrzewać i nawet zrobiło się trochę chłodno. Haniutek przebrany w pajacyka na drogę powrotną i najedzony pod korek spał słodko z paroma przerwami na jedzenie i jednym przewijaniem (bomba, nie wiem już która tego dnia...). W tę stronę nie musieliśmy się spieszyć więc zaliczyliśmy zaległy obiad i kolację za jednym zamachem.


Godzina 5:25 wjazd do Lublina. Nie wiadomo skąd ona to wiedziała, że już się zbliżamy do domu, ale przy tabliczce z napisem "Lublin" otworzyła oczka i buzię :P .




Jeszcze tylko wypakowaliśmy busa, mój M i dziewczyny z zespołu przenieśli sprzęty do magazynku i mogliśmy rozwieźć się spokojnie do domów na odsypianie. I zamiast położyć się spać i w końcu odpocząć to ja smaruję posta.... no w d... mi się poprzewracało! Idę!

23.06.2013

Koło Jana ...

  • Przepraszam, że obiecałam i do tej pory nie zrealizowałam obietnicy - post o wózku Mutsy wkrótce - OBIECUJĘ ;)

  • Zapowiedź: w planach także post "What's in my Cloth Diper Bag" - Co Mam w Torbie - chcecie?? Ciekawi to kogoś? Dajcie znać w komentarzach lub na facebooku ;) .

Mam już w miarę opanowany system wyprawiania się z Hanią z domu. Sprawdziłam parokrotnie, że obmycie jej myjką, zasypanie pudrem, zapakowanie w pieluszkę, ubranie i nakarmienie zajmuje około 40 - 45 minut. Młoda nie marudzi, prawie nigdy. Na przewijaku cieszy się i robi minki, śmiesznie gaworzy (!) - jak malutki gołąbeczek. Podczas zakładania czegoś przez główkę, robi zaniepokojoną minkę i dalej się cieszy. Mówię, że ta dziewczynka nadaje się do reklam! 

Noc Sobótkowa

Wczoraj miałam wielką pomoc w osobie mojej Mamy, która coraz chętniej zajmuje się małą. Z początku twierdziła, że już nie pamięta jak się takim szkrabem zajmować, jak przewijać, jak myć itp. Na szczęście, moje i Hani, już sobie przypomniała, raczej. Podczas kiedy Mama ubierała Hańcię, ja mogłam pozbierać rzeczy na wyjazd i dokończyć szykowanie siebie. 



Po każdym wyjeździe uczę się jakie rzeczy są przydatne w sytuacji "z dala od domu". Nasz pierwszy wypad - do Kraśnika - był klapą logistyczną. Nie wzięłam pieluch tetrowych i nie miałam czym Młodej wytrzeć buźki i zapomnieliśmy adapterów do wózka. Nie wspominając o tym, że nie znaliśmy adresu i drogi na miejsce koncertu... Takie kłopoty powodują, że się we mnie gotuje i muszę wykonać ogromną, wewnętrzną pracę, żeby nie palnąć jakiejś głupoty mojemu M, żeby nie skończyło się MEGA awanturą i cichymi dniami... Ostatnio było blisko, pomógł jak zwykle, BUZIAK ;) na zgodę. 

Wczoraj mieliśmy wszystko, co było potrzebne. Butlę z mleczkiem pod korek. Kocyk i trzy pieluszki tetrowe, nawet krążki odstraszające komary! Gwiazda swoim zwyczajem przespała drogę z domu na miejsce koncertu. Pod sceną, w busiku dostała cyca, dwa razy i została przewinięta w czystą pieluszkę. W ten sposób wyeliminowałam właściwie wszystkie ewentualne przyczyny marudzenia, które mogłoby się rozpocząć podczas gdy byłabym już na scenie. Dzieciula zapakowaliśmy w wózeczek, którym babcia i mój M obwozili je po okolicy przez kolejne dwie godziny. Po koncercie, nota bene udanym (:P), Hanię w stanie śpiącym wpięłam w foteliku na jej miejsce w busie. Spała, aż do momentu wyjmowania jej w domu. I tyle. Póki co nie znajduję przeciwwskazań do dalszego podróżowania Gwiazdy z nami.


20.04.2011

Rozpoczęcie sezonu 2011

Zaczęło się w piątek - 15-tego o 17 - tej.

Długo mnie nie musieli namawiać. A z resztą, bardziej wahałam się z powodu tego że oferowali swój sprzęt, a nie ze strachu przed samodzielną jazdą... pierwsze spotkanie z Suzuki GSXR 750 odbyło się dwie godziny później i w tamtym momencie czułam, że nie był to dobry pomysł.


Moim pierwszym moto, na którym siedziałam i jeździłam była Honda Varadero, w szkółce na kursie do prawa jazdy... więc bez porównania. Było to dawno - 9 miesięcy temu - i nie prawda ;)!

Oczywiście strach mnie obleciał - nie udało się Docentowi wymóc na mnie pierwszej jazdy pod domem. I dobrze. Na wielkim, pustym parkingu koło parku szło mi świetnie! I dobrze. W sobotę na mieście również, a traskę do Nałęczowa pokonałam wzorowo! I dobrze. I jak zwykle w momentach decydujących, także i tym razem kiedy podjechałam pod bramę słynnego Rambo dałam popis swoich umiejętności motocyklowych i zaliczyłam żenującą glebę postojową! Śmiechu było co nie miara - tylko ja się nie śmiałam i Anetka - minę miała przerażoną. Co zrobić, piasek nie lubi opon, opony nie lubią piasku i świeżaków. Ale powoli zaprzyjaźniłam się z Suzi.

W drodze powrotnej doceniłam podwójne spodnie i rękawice, choć ciut za duże. Nauka nie pójdzie w las i teraz już znam różnicę pomiędzy jazdą wieczorową porą po mieście, a traską.. a nie wierzyłam, taka mądrala ze mnie.

W niedzielny poranek spełniały się małe marzenia. Te widoki, zapachy i dźwięki - szkoda, że pamięć jest tak ulotna. Będę je sobie dalej spełniać, będziemy je spełniać. Optymizmu się można nauczyć przy odpowiedniej osobie. Te większe też będą miały swoją kolej - ale to już stopień optymizmu, do którego jeszcze mi daleko.

Docent z Żonką dojechali troszkę później, pod koniec mszy, wywołując hałaśliwymi DR-kami poruszenie wśród zebranych w kościele wiernych. Takiego czegoś jeszcze na wiosce nie było! Będzie temat na całe święta, a może i do długiego weekendu będą ludziska gadali.

Niebo straszyło nas trochę, raz pokrywając się siwo - burymi zasłonami, raz spuszczając na nas drobne kropelki, wiatr dokładał swoje. Ale na straszeniu się skończyło na szczęście!

Prowadziłam peleton - traska obliczona była jak w zegarku - Wólka Cycowska, Głębokie, Wesołówka, Brzeziny, Ciechanki Łańcuchowskie, Łęczna, Stara Wieś, Turowola, Puchaczów, Bogdanka, Stefanów i Janowica. Byliśmy minutę przed czasem.

W drodze z Cycowa do Janowicy poniosło mnie. Straciłam głowę na sekundę (ok. 40 m przejechane) i wyjeżdżając na wzniesienie w oddali zauważyłam radiowóz, stojący przy drodze jakieś 150 - 200 m przede mną. Po co, na co, nie wiem, ale z całych sił w nodze nadepnęłam na hamulec... pisk, siwy dym, czarna smuga i wystrzał z tłumika, przy towarzyszeniu bujania i ślizgów tylnej opony na wszystkie strony! Tak zaprezentowałam się przed Panami na służbie. A misiaczek nawet suszareczki na mnie nie podniósł, tylko pokiwał głową i spojrzał się z politowaniem...

Śmiałam się z siebie, przez chwilkę, potem zaczęłam się zastanawiać co by było gdyby.. gdybym nie opanowała ślizgów na boki, gdybym się przewróciła, gdybym dała gazu za dużo i puściła szybciej sprzęgło... katastrofa! Panika zaczęła włazić mi do kasku i pod kominiarkę, byłam bliska płaczu i musiałam się zatrzymać.

Minę musiałam mieć nietęgą, bo zasłużyłam nią sobie na pociechę od reszty brygady. Wykład był i owszem, ale ze wszystkim się zgodziłam, a przede wszystkim z tym, że jestem melepeta!

No nic, poprowadził dalej Docent, a mnie humor poprawiał się z każdym przejechanym kilometrem traski.

Szacunek i respekt - to podstawa. Nie można dać się ponieść, zapomnieć się choćby na sekundę, na 40 metrów. Nie wolno, bo można skończyć przygodę zanim na dobre się rozpocznie!