Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciąża. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciąża. Pokaż wszystkie posty

17.12.2016

Rodzimy razem i naturalnie


Wiadomo, że porodu nie da się zaplanować tak na 100% - zawsze może pójść coś nie tak, ale warto przemyśleć i dążyć do realizacji marzenia, planu porodowego. Oczywiście nie za wszelką cenę. Zapraszam na post na temat naszych porodowych przygotowań.

14.05.2013

Mamy Cię! 5 dni po terminie...

Ot, taki psikusik na koniec tych ostatnich 9 miesięcy spokoju i książkowych wyników! 



A masz! Co, myślałaś sobie, że wszystko tak gładko pójdzie? Boś się wyuczyła na szkole rodzenia i książkę przeczytała?? Nie ma tak łatwo! A pomartw się teraz trochę, powyrzucaj sobie, żeś leń i spacerów nie odbywałaś regularnych!



W sumie samo badanie - odczyt z KTG nie jest jakimś trudnym przeżyciem. Oczywiście w chwili, gdy nie ma skurczów porodowych! Po prostu, przyczepiają za pomocą elastycznych taśm dwie słuchawki, w kształcie krążków do brzusia. Te słuchawki kabelkami połączone są z urządzeniem odczytującym i zapisującym częstotliwość ewentualnych skurczów macicy (dolny wykres) i tętno dziecka (wyższy wykres). Moje pierwsze badanie trwało około 30 minut i dodatkowo miałam w dłoni pilota z guziczkiem, który naciskałam, kiedy czułam ruchy małej. Ułożyłam się jakoś niefortunnie na leżance i pod koniec trochę bolał mnie kręgosłup. Odczyt prawidłowy - reaktywny. Zero skurczów (max.12%).

Drugie badanie w niedzielę na Izbie było super, ale to z uwagi na to, że towarzyszył mi mój M. Pani doktor poleciła mnie podkarmić i wysłała go po batoniki, które bez wyrzutów sumienia (plusy!!!) zjadłam dla poprawy jakości odczytu. Leżałam dość długo, bo prawie godzinę. Najpierw na lewym, potem na prawym boku.. Potem szybkie badanie przez panią doktor na fotelu, wypisanie karty informacyjnej o przyczynie wizyty na IP i wyniku badania. 

Korytarz w poradni na Staszica 14 a. Gabinet z KTG po prawej, gabinet z "samolotem" po lewej. 

  

Dzisiaj miałam kolejne, trzecie badanie. Po wejściu do gabinetu zaskoczył mnie tłum - akurat trafiłam na praktyki studenckie. Dziewczyny z położnictwa bardzo sympatyczne - ich rozmowy sprawiły, że leżenie nie było tak męczące i nudne - choć miałam wrażenie, że słuchawki przymocowały zbyt luźno do skóry, przez co nie było tak dobrze słychać tętna. Nie przysunęły do mnie tego urządzenia i nawet nie mogłam sobie obserwować wyświetlacza z cyferkami.  

Ten dzisiejszy zapis okazał się ostatnim... niestety nie z powodu zbliżającego się porodu (zero skurczów, zero postępu). Zgodnie z procedurami (wiem, okropnie to brzmi, ale przecież nic na to nie poradzę...) za kolejne dwa dni (czyli we czwartek) już powinnam zostać poddana hospitalizacji. Doktor zarezerwował dla mnie miejsce na oddziale patologii ciąży w szpitalu na Staszica, gdzie mam się stawić o 8:30 rano. Oczywiście, jeśli do tego czasu samo nie ruszy, naturalnie...





Dotarło to wszystko do mnie w samochodzie. Jak już siedziałam w spokoju po badaniu. Na chwilę się rozkleiłam.. Niby jeszcze się nic złego nie dzieje, bo moja sytuacja ciągle należy do normy, ale miało być inaczej przecież! Wiem, że nie powinnam zastanawiać się "co będzie, jeśli" i takie tam. Moje zdenerwowanie i zamartwianie się nie pomaga teraz nikomu. 

Mój biedny M też martwi się moim stanem psychicznym. Nie mogę udawać, smutno mi, boję się, nie wiem co robić, bo chyba skończyły się pomysły i możliwości. Umyłam okna, wyszorowałam podłogę, uprałam dywan, kupiłam nawet wielką, różową piłkę, na której wczorajszy wieczór przeskakałam... co więcej mogę zrobić? Mama się śmieje, że chyba nigdy tak czysto w domu nie miałam... plusy!!!

Czekam.




9.05.2013

Mamy termin


Tak, to już dziś. Ale nic się nie dzieje, cisza i spokój. Upał prawie jak w środku lata - 26 stopni! Nogi mam jak baniaki. Powoli mnie ten stan zaczyna męczyć, zarówno fizycznie jak i psychicznie. Miałam cichą nadzieję, że po wczorajszym 1,5 - godzinnym spacerze coś drgnie. No cóż...

7.05.2013

Jak nam mija czas?

Książki:
"Urodzić razem i naturalnie" - I. Chołuj
"Będziemy rodzicami" - Jones & Jones



 Ostatnie zakupy dla dzidzi to książeczki obrazkowe A. Owsińskiego, Kolory i Zwierzęta
(Allegro 7 zł/ szt.). Książeczki są bardzo kolorowe, wykonane z grubej tekturki.



Poniżej kilka regularnie przeglądanych przeze mnie miejsc w internecie i najnowsze odkrycie - blog Love Taza - polecam!  http://lovetaza.com/


Blogi i fora:
http://www.blaszanykogucik.pl/2013/05/dzien-bez-komputera-na-blogu.html#more
http://f.kafeteria.pl/temat.php?id_p=5123542&start=2640
http://kahlan84.blogspot.com/2013/05/porod.html#more
http://wizaz.pl/forum/showthread.php?t=623659&page=30

Magazyny on-line -
"Pregnancy & Newborn Magazine":
http://mydigimag.rrd.com/publication?i=153427
"Mamo to ja":

http://static.pomocni.com/MTJ_5.pdf

Kanały na youtube:
http://www.youtube.com/user/stylizacje2
http://www.youtube.com/user/ObbsAndLala
http://www.youtube.com/user/nieesia25



27.04.2013

Róbmy swoje!

Pewnie, nawet w stanie 2w1 trzeba robić swoje. 

Do pewnego momentu była praca w szkole. Póki mogłam swobodnie biegać między salami, piętrami i uczniami było ok. Ale koło połowy marca, czyli w 32 tc "udałam się na zasłużony odpoczynek" - L4 100% płatny ;) .. ale pracowałam dalej. Chociażby w domu - pranie, gotowanie, sprzątanie, opieka nad zwierzulcami, wiosenne porządki, przygotowania do macierzyństwa, remonty ..... tyle zadań a rączki tylko dwie ;). No i muzyka! Ostatnie koncerty grałam w połowie 33 tc. Ostatnie nagrania w studiu IA UMCS miałam niedawno - w 36 tc. Było ciężko, bo niektóre melodie do zaśpiewania wymagają dużego zaangażowania mięśni brzucha (przepony), które przez "brzuszek" nie miały łatwego zadania. Jakoś poszło, walczyłam dzielnie, co było - to wyszło cytując Bogdana. 

Do ostatniej chwili będę robić swoje.

16.04.2013

Oczekujemy


Czekanie to mój naturalny stan. Śmiem twierdzić, że jestem w tym dobra! Ba! Nauczyłam się już w szkole - kiedy wspominam ten czas, szczególnie godziny po skończonych lekcjach, wyczekiwanie na zajęcia dodatkowe (skrzypce, pianino, sks, kółko), na przyjazd rodziców (z czasów przed-szkolnych pamiętam jeden przypadek, kiedy to nie doczekałam się na nikogo... na szczęście pani przedszkolanka odwiozła mnie do domu), na autobus, na koleżankę - to dociera do mnie, że to właśnie dzięki takim sytuacjom nabyłam umiejętność "czekania".

W życiu dorosłym przydaje się ona w wielu przypadkach - w domu, podczas oczekiwania na wolną toaletę ;), na powrót mojego M z zakupów, w pracy na koniec pracy, podczas prób z zespołem, kiedy oczekiwanie na nastrojenie instrumentów pozostałych muzyków przedłuża się lub kiedy potrzeba więcej czasu na zapoznanie z melodią lub formą jakiegoś utworu, w telewizji - podczas różnych nagrań głównym zajęciem uczestnika jest właśnie czekanie, nagle jest AKCJA! i nie wiadomo kiedy jest już po wszystkim.

36 tydzień - nagrania wokali 


I tak sobie siedzę w domu i czekam. Choć za oknem coraz piękniejsza pogoda, spacerki póki co nie są w moim stanie wskazane. Podczas wczorajszej wizyty u ginka dowiedziałam się, że nie powinnam się zbytnio ruszać, mam duże obrzęki nóg - szczególnie kostek i stóp, a także prawej dłoni. Według lekarza powinnam ograniczyć picie płynów do 1,5l na dobę (!) oraz ruch do minimum. Moim zajęciem według niego powinno być wypoczywanie z nogami uniesionymi i odciążonymi na maksa. Relaks full time!

NUDA. CZEKAM. Na wielki finał. A kilogramy lecą. Cóż, Małż mnie pociesza, a jakże. Ale to nie wystarcza, póki co troszkę się moją posturą dołuję. Głupia. Przecież w ciąży to jest norma! Tłumaczę sobie podgryzając 5 kanapkę z pasztetem Mazowieckim na śniadanie...

Oj tam. Najważniejsze, żeby dzidzia była cała i zdrowa! A reszta się "jakoś" ułoży.

Z sieci..


Bardzo fajną stronkę podlinkowała Madzia z pieluszkomania.blogspot.com - swoją drogą polecam zajrzeć do jej królestwa pieluszek wielo hand made. Pozwolę sobie "podać dalej" link do świetnych filmów "Radzimy Dobrze Rodzimy" - czyli internetowa szkoła rodzenia. Wystarczy tylko zarejestrować się na tej stronie co pozwoli uzyskać bezpłatny dostęp do filmików. Naprawdę polecam, wiadomości, które są przekazywane pokrywają się z tym o czym mówiono nam w Aktywnej Mamie. Filmiki mają tę dużą zaletę, że możemy sobie je odtworzyć wielokrotnie i powtórzyć interesujące nas fragmenty wielokrotnie. Aż do skutku ;).



14.01.2013

Panika pierworódki

....im dłużej czytam fora i różne artykuły o tym jak przebiega poród od tej strony personalnej, technicznej i finansowej tym bardziej nie wiem czego mogę się spodziewać... chodzi mi o to, że czuję się coraz bardziej zagubiona w tym gąszczu informacji.

A oto obraz mojej PANIKI  w treści poniżej:

- szkoła rodzenia, tak, bo fajna atmosfera, bo ćwiczenia i nie, bo drogo, może w końcu okaże się że jednak będzie cc i wtedy szkoda czasu i zachodu było, a wydatków i tak sporo, więc może lepiej zostawić dla maluszka, a ja sobie jakoś poradzę?
- Ale ja nie chcę cc! - a koleżanki straszą, że nie dam rady naturalnie, a wtedy jakie znieczulenie przy cc?
- wszyscy odradzają narkozę, wiadomo chodzi o pierwszy kontakt z dzieciowiną, żeby BYŁ, a nie jakieś majaki senne przez mgłę...
- Ale czy w szpitalu który wybrałam mogę sobie wybrać znieczulenie inne, no właśnie, ale jakie?
- Skąd mam wiedzieć to wszystko o czym piszą dziewczyny, które już mają to doświadczenie za sobą? w szkole rodzenia o tym mówią?
- co to znaczy opłacona położna?to ja mam komuś płacić? a nie że na NFZ? skąd mam wziąć numer? ile to kosztuje? a jak nie zapłacę to co? potną mnie, dzieciuli nie wyjmą czy jak?
- lekarz, chodzę do tego, który pracuje w wybranym szpitalu na poród - i co to mi daje? chyba nic, skoro i tak położna rządzi, a ja jej nie znam....ale może lekarz zna i zadzwoni jakby co, powie, żeby zadbała... no szok!!
- wolę już chyba rodzić w domu - całe wieki kobity rodziły, to o co chodzi? o kasę za zabiegi itp? - czytam w necie, że "W Lublinie nie ma takiej możliwości, brak położnych, które odbierałyby porody w domach ciężarnych.."cóż, przecież głową muru nie przebiję! 

- mój M mnie pociesza, "Pomogę Ci Skarbie.." biedny, nie wie chyba co mówi, co on mi może pomóc? swoje już zrobił, a teraz sama z tym wszystkim jestem na głowie, przeć za mnie będzie? co za rękę potrzyma? i co mi to da? "Po też ci pomogę, będę cały dzień w szpitalu przy tobie siedział, nie martw się" - przecież go wygonią! a ja nie mam pojęcia co z berbeciem robić, jak i kiedy? położna ma mi ponoć wszystko wyjaśnić na miejscu, już po...
- a z drugiej strony, jak czytam "Położna była złośliwa, że chodziłam do konkurencyjnej szkoły rodzenia, specjalnie, złośliwie...." ludzie! no nie chce mi się wierzyć, że kobitka, która przyjmuje ileśtam porodów tygodniowo, zaprząta sobie głowę takimi rzeczami... trochę więcej wiary w ludzi! I trochę Nadziei!

- Podsumowując - od czasu do czasu dostaję tego ataku  myśli, wątpliwości, pytań, które pozostają bez odpowiedzi... i wracam zawsze do "normy" myśląc "Bozia mi pomoże, wszystko w rękach Pana" i od razu mi lepiej....