16.11.2013

Muzfir Umm Raami


Lubię takie książki. Opowiadające prawdziwe historie, pokazujące innych ludzi, realia, inne życie. Interesują mnie ludzie (dlatego też podczytuję Wasze blogi), to w jaki sposób patrzą na świat, jak postrzegają rzeczywistość. Ciekawią i fascynują mnie różne, obce kultury. Uwielbiam podróżować. Kiedy nie mogę tak po prostu wsiąść w autobus czy na motocykl i pognać gdzieś przed siebie (nigdy tak jeszcze nie zrobiłam niestety), a czuję nieposkromioną żądzę odkrywania, wtedy z przyjemnością zagłębiam się w taką lekturę.


Książka jest zapisem doświadczeń, wspomnień nowozelandzkiej kobiety, która będąc na wycieczce w Jordanii poznaje beduina Muhammada i zostaje jego żoną! Ta historia rozpoczęła się w roku 1978. Marguerite van Geldermalsen napisała tę książkę w sposób piękny, barwny, pełen intrygujących szczegółów dotyczących codzienności Beduinów zamieszkujących starożytne tereny Nabatejczyków i słynną Petrę. Książka wciąga, choć może nie już od pierwszych stron. Czytając wstępne rozdziały po prostu czuje się, wie, że najlepsze dopiero przed nami. 


"Salwa była bardzo ruchliwa, więc zamiast bawić się z nią w ciemnej jaskini, zabierałam ją do dziadków. Leżała zadowolona, przeczuwając, że wyjdziemy, kiedy wkładałam ją do muzfiru* i otulałam kocykiem.
Kobiety śmiały się z zażenowaniem, kiedy robiłam muzfir dla Salwy.
Anti midinijja - mówiły - Przecież jesteś z miasta.
Wyczuwałam w ich słowach przyganę: miastowa nie powinna włóczyć się z dzieckiem w muzfirze.
 
Al-muzfir li-l-Bedu. - Muzfir jest dla ciemnych, zacofanych Beduinów.
Dlaczego nie potrafiły zaufać sobie i tradycyjnym zwyczajom? Muzfir był przecież idealnym rozwiązaniem w Petrze. Tak Beduinki nosiły swoje dzieci od wieków. (...)
Właśnie dlatego uszyłam muzfir i teraz wkładałam Salwę do wyłożonego materiałem nosidła. Kiedy związywałam plecione wełniane sznury, przeciągnięte przez rogi, powstawał worek z otworem nad jej twarzą. Sznur, idący przez moje czoło utrzymywał jej ciężar, a Salwa spoczywała w poprzek na wysokości mojego krzyża. Błogosławiłam w duchu dawne metody noszenia dzieci, przykrywałam nas obie pelerynką i wychodziłam z jaskini."
Życie, które opisała autorka było wypełnione ciężką pracą, trudami dnia codziennego, ale i pełne radosnych chwil, spędzanych w gronie przyjaciół Beduinów i bliskich, a czasem całkiem obcych ludzi. Dowiadujemy się o niezwykłej gościnności i życzliwości, najważniejszych cechach, które wyróżniają Beduinów. 

"Lekarz nie zawsze pojawiał się w wyznaczonym dniu. Czasem dlatego, że miał wtedy wolne i jechał do Ammanu. (...) Czasami doktor odwiedzał najpierw ambulatorium w innej miejscowości i u nas zjawiał się dopiero po południu. Tak czy inaczej, nie mieliśmy jak się o tym dowiedzieć, więc pozostało jedynie czekać. Kobiety plotkowały i żartowały, niemowlęta spały, płakały albo ssały pierś wyciągniętą spod luźnych, przykrywających ją szat. Starsze dzieci bawiły się albo przytulone do matek także ssały pierś. Niektóre kobiety chroniły się przed kolejną ciążą poprzez karmienie piersią. (...) Dość często zdarzało się też, że jakaś zaniedbana matka przychodziła z Równiny Al-Bajda lub z Wadi Araba, niosąc na ręku osłabione, owinięte w muzfir dziecko. Wystarczyło mi jedno dotknięcie zwiotczałej skóry wiszącej na brzuchu odwodnionego dziecka i już wiedziałam, czy to pilna sprawa."

 


Zdjęcia przedstawiają jaskinię, w której razem z mężem i dziećmi mieszkała Marguerite. Poniżej zdjęcie przedstawiające jaskinię obecnie. Nikt nie mieszka w niej już od wielu lat.


Jako mamę i żonę bardzo ciekawiły mnie fragmenty przedstawiające jak ta młoda kobieta radziła sobie ze zwykłymi, "domowymi" czynnościami, jakie miała obowiązki. Bardzo interesujące były także te fragmenty opisujące w jaki sposób kobiety, Beduinki traktowały, z początku nierozumiejącą ani słowa po arabsku, młodziutką dziewczynę, blondynkę z "niewiadomoskąd", która z czasem stała się częścią plemienia, Umm Raami, Matka Raamiego.  
Prażenie ziaren kawy.

Historie taka jak ta wydają się tak niesamowite, że aż trudno uwierzyć, że naprawdę się wydarzyły. Jestem niepoprawną romantyczką i wierzę w cuda, smuci mnie fakt, że żyjemy w czasach, w których ciężko uwierzyć jest w happy endy, w miłość aż do śmierci, w miłość pomimo przeciwności losu, w zdrowiu i w chorobie... Książki takie jak ta są dowodem, którego czasami tak bardzo potrzebujemy. Pomagają uwierzyć, że taka miłość jest możliwa, nawet kiedy wybuchnie między ludźmi z dwóch różnych światów. 

Amman, Jordania

Tabach - jednogarnkowe danie beduińskie
(przepis pochodzi z książki "Żona Beduina" M.van Geldermalsen)

Składniki: oliwa lub masło roślinne, cebula, ziemniaki, warzywa sezonowe świeże, przecier pomidorowy, makaron lub zupka chińska, konserwa mięsna lub groszek konserwowy lub śmietana lub kurczak

Postaw garnek na kuchence (...) lub po prostu na ognisku. Wlej troszkę oliwy, oleju lub sklarowanego masła roślinnego. Posiekaj cebulę i zrumień ją na oleju. Dodaj kilka pokrojonych ziemniaków. Dorzuć inne sezonowe warzywa (cukinia, kalafior, bakłażan, dojrzałe pomidory). Zalej wszystko wodą, przypraw solą do smaku, dodaj dwie łyżki przecieru pomidorowego. Doprowadź do wrzenia i od czasu do czasu zamieszaj przy gotowaniu. Jeśli chcesz, aby potrawa była gęstsza i pożywniejsza dodaj garść klusek albo paczkę chińskiej zupy z makaronem.

Gdy ziemniaki będą już miękkie, a woda się wygotuje, dodaj konserwę wołową, zielony groszek z puszki, mieszankę warzywną lub grzyby krojone. Zamiast mięsa lub warzyw z puszki można dodać śmietany. 

"Potrawę można podawać z ryżem, ale my zwykle zagarnialiśmy ją kawałkami szraka własnego wypieku albo kromką chleba tabun. Obecnie do zrumienionej cebuli dodaję kawałki mięsa lub kurczaka. Podsmażam też paprykę, czosnek i selery. Można dodać świeżą marchew i groszek. Wciąż jednak gotuję wszystko w jednym garnku i podaję w takiej samej misce, jak przed laty."

*Muzfir - pas, chusta do noszenia dzieci.

Foto żródła:
http://caravanserai230.wordpress.com
http://marriedtoabedouin.com
http://www.flickr.com/photos/youngshanahan
http://www.english.book-tour-egypt.com

8 komentarzy:

Klaudia W pisze...

Bardzo lubię czytać a ta książka zapowiada się ciekawie! Śliczne zdjęcia i tajemnicze miejsca. Będąc typowo miastową kobietą nie wiem czy poradziłabym sobie w takich warunkach jak główna bohaterka. I to mnie ciekawi.

Mama Kubusia pisze...

kiedyś strasznie lubiłam czytać ,szczególnie książki psychologiczne .była to taka moja pasja ..a teraz ? brak czasu ,brak motywacji ...a szkoda . ;)

Aneta Sawicka pisze...

koniecznie muszę przeczytać, uwielbiam takie książki. Czytałaś Białą Masajkę?

Kamila K pisze...

nie lubie ksiazek

Violianka pisze...

Ja właśnie dzięki temu, że mam Córę mam więcej czasu na czytanie. Kiedy ją karmię wtedy sobie leżymy i ja sobie czytam. Do książek zawsze warto wrócić, więc Mamo Kubusia nic straconego i wystarczy znów zacząć. Ja też długo o książkach nie myślałam, ale ostatnio otworzyli na moim osiedlu Bibliotekę i jestem tam co miesiąc.

Anetko, czytałam, oczywiście, ale uważam, że ta książka jest o niebo lepszym językiem napisana. Polecam bo naprawdę warto.

Kamilo, nie wierzę. Może po prostu nie trafiłaś na dobry tytuł, albo autora.

Może któraś z dziewczyn poleci Ci jakąś świetną pozycję, która Cię zachwyci? Lubisz historie z dreszczykiem czy raczej romanse? A może coś na wesoło... w książkach jest cały świat! ;)

www.maniamamowania.pl pisze...

O trafiłaś z tą książką. Uwielbiam takie książki. Muszę ją kupić :)
Jeśli lubisz reportaże to polecam "Colin Thubron "Po Syberii".
Maniamamowania

Paweł Stypa pisze...

Kiedy byłem zdrowy korciło mnie aby zamieszkać gdzieś na uboczu w miejscu gdzie wszystko własnymi rekami zrobić trzeba. Był zatwierdzony wstępny projekt domu (glina, słoma, drewno, kamienie), żona była na tak. Problemem był brak gotówki na ziemię/infrastrukturę (studnia i turbina gdyby nie było dostępu do sieci)
Z ciekawych książek polecam "rozmowy z katem" Moczarskiego.

Matka Niedźwiedzich pisze...

a ja pozdrawiam z Lublina :)! zimnyletnia.blogspot.com