Wcale nie tęsknię za brzuszkiem. Myślałam, że najbardziej będzie mi brakowało tego uczucia, kiedy Hańcia była już duża i ruszała się w środku. Albo, że mój M przestanie się mną opiekować i pomagać mi w cięższych obowiązkach. W ogóle nie tęsknię za byciem w ciąży. Na razie ;)
Cieszymy się każdą chwilą razem. Młoda jest cudowna. Na razie... Poznajemy się i docieramy. Próbujemy organizować się i nadawać rytm, powtarzalność i porządek codziennym czynnościom. Rano, to jest koło 9:30 wstajemy. Mniej więcej wszyscy. Czasem M poleguje z Młodą dłużej.. Potem mycie "na sucho", ale tak naprawdę na mokro, tylko nie w wanience. Potem pieluchowanie, ubieranie i cycanie. Najczęściej później następuje drzemka, podczas której mogę zająć się domem, trochę ogarnąć bałagan, jakieś pranie nastawić, zjeść śniadanie... Koło 12 - 12:30 panna domaga się uwagi, przewijania i cycania... jak jest ładnie, kolejna drzemka wykonywana jest na dworze. Kolejne drzemki i pobudki co jakieś 2-3 godziny do wieczora i kąpiel lub mycie "na sucho". Nie kąpiemy codziennie. Nie zauważyliśmy, żeby po kąpaniu miała lepszy sen lub była jakoś bardziej wyciszona czy zrelaksowana niż jest. A poza tym jeszcze się tak bardzo nie brudzi i konieczności higienicznych nie zauważamy. Na razie ;)
Położna z SR odwiedziła nas do tej pory dwa razy. Ważyła małą i oglądała kikut, skórę. Była gotowa odpowiedzieć na wszystkie nasze pytania. Podczas pierwszej wizyty waga pokazała 3270g, dzisiaj 3700g. Średni przyrost wagi na dzień - 61g. Ponoć to sporo. Cieszę się oczywiście, że Młoda rośnie. Jeszcze w szpitalu miałam krótki kryzys laktacyjny. Wydawało mi się, że mam full mleka, a okazało się, że nie miałam prawie nic... Hania z głodu oczka wypłakiwała, a ja jej pyszczek smoczkiem zatykałam. Skończyło wzdęciem, potem koniecznym odgazowaniu przez położną, kobietę-anioła z nocnej zmiany i dokarmieniu mlekiem Enfamil... Ulga i radość, które w momencie przystawienia butelki do buzi zobaczyłam w oczach mojego skarba, przytłumiły trochę wyrzuty sumienia. Od kolejnego dnia walczyłam ze sobą i trochę z Hanią o mleko. Miałam smutne myśli, że może go nie dostanę.... ale udało się! Pomogło to, że w końcu wróciłyśmy do domu oraz częste przystawianie do piersi i ściąganie laktatorem. Hania uwielbia cycanie. Pokarmu mam dużo. Na razie.
Mamy za sobą pierwsze formalności. Zapisałam Hanię do przychodni i odbyliśmy już pierwszą wizytę patronażową lekarza pediatry. Badanie polegało na osłuchaniu małej stetoskopem i obejrzeniu jej skóry w świetle dziennym... Po tych czynnościach lekarka wygłosiła 30 minutowy wykład na temat konieczności szczepienia niemowląt na wszystko. Zapewne została poinformowana w przychodni, przed wizytą u naszej Młodej, że nie zgodziliśmy się na szczepienia w pierwszej dobie itd...
Mój M odwiedził Urząd Stanu Cywilnego. Wziął mój dowód i akt małżeństwa. Jakąś godzinkę po tym jak wyszedł z domu, uświadomiłam sobie, że nie przypomniałam mu jak Młoda ma mieć na drugie imię... w te pędy biegłam do sypialni po telefon, żeby się do niego dodzwonić. Na szczęście M pamiętał i zapisał właściwe imiona. Sprawdzałam - na akcie urodzenia ma wpisane Hanna, Teresa - po obu babciach :) . Znam historię dziewczyny, której ojciec pozostając w stanie "tuż po pępkowym" zapisywał ją w urzędzie i zamiast Elżbietą, została Eleonorą... W prawdzie mój M po pępkowym nie odwiedzał urzędu, ale różne takie wpadki mu się zdarzają i stąd tamte moje obawy... Cóż pozostaje nam teraz czekać na PESEL, bez którego nie możemy załatwić becikowego itd.
PS.
Chciałam zamieścić jeszcze szczegółowy opis pobytu na patologii i na oddziale położniczym. Taki post informacyjny, co gdzie jest, jak zorganizowane są oba oddziały, kto jest kim... Nie wiem, czy kogoś to interesuje. Może dajcie znać w komentarzach - chętnie podzielę się swoją wiedzą i tym co przeżyłam, zobaczyłam w Szpitalu na Staszica podczas swojego kilkudniowego pobytu.
V.
