02.03.2014

Koniec karnawału + fotomigawka weekendowa


Koniec karnawału.
Koniec szalonego czasu zabaw, bali przebierańców i hucznych domówek.
Przed nami ponad miesiąc ciszy, zadumy i postu.
Nie?



No właśnie.
Nie dla wszystkich zabawa się kończy.
A chyba szkoda.
Bo jak można docenić czas zabawy, jeśli nie przeżyje się też okresu zadumy i spokoju?
Kiedy nie daje się sobie szansy aby zatęsknić za przyjemnościami...

Nasz ostatni weekend karnawału spędziliśmy bardzo aktywnie. Znów nie było czasu na wyspanie się, ani na dokładne wysprzątanie domu. Zaczęliśmy już w piąteczek - od urodzin chłopaków mojej siostry.   Prezenty czekały już od tygodnia, ale niestety jubilaci byli chorzy i impreza musiała zostać odłożona na "po chorobie". 


Hanka zaprezentowała się w turkusowej sukieneczce z cieniutkiego sztruksu, z aplikacją w małe serduszka, z kokardą i małym "diamentem" przy dekolcie - SH 4 zł ;) Kreację dopełniały buciki brokatowe, srebrne, z różowymi sznurówkami - SH 5zł ;) Opaska z serduszkiem na główce - prezent od Igasia ;) 



Stół był bardzo ciekawie zastawiony - mini kanapeczki z łososiem, sałatka caprese, babeczki z makiem, małe kiełbaski, sałatka jakaś warzywna i aż dwa torty!


Tym razem nie zamawiane z cukierni, bo nikomu już nie podobają się te ciężkie marcepanowo - cukrowe masy, których nie da się zjeść, a za które najwięcej się płaci... Tym razem babcia Be stworzyła słodką MEGA biedronę na trawce, którą wyczarowała m.in. z biszkopta ze szpinakiem! Bardzo smakowała nam właśnie ta trawka ;)


W sobotę udało nam się trochę ogarnąć chałupę - pranie, odkurzanie, a mój M nawet zmył podłogę w kuchni! Fakt ten jest o tyle rzadko występujący, że aż zasługuje na odnotowanie - na blogasie ;)


  



Jak co tydzień zabraliśmy Córę na basen. Ostatnio ja się moczę, a tatuś obserwuje. Byliśmy trochę wcześniej i mogłyśmy z Hanką wleźć sobie do wody i pochlapać się trochę przed zajęciami. Bardzo się cieszymy, bo teraz właściwie nie ma awantur w wodzie. Nawet "makaronu" się przestała bać!






















Podczas zajęć wykonuje się kilka stałych ćwiczeń, takich jak płynięcie dziecka na brzuszku, przodem do kierunku, twarzą w twarz z rodzicem, lub na pleckach, moczenie na zmianę policzka L i P w pozycji na brzuszku, podskoki z maluchem w wodzie... Ale na każdych zajęciach są też nowe, trudniejsze zadania. W tę sobotę Hania miała zadanie przejść po pływającej macie z jednego jej końca, na drugi, gdzie czekałam na nią ja. Stresowałam się bo nie miałam pewności, czy nie wpadnie jej do głowy zmienić kierunek i skręcić wcześniej do wody... Na szczęście z pomocą przyszły zabawki, do których Córa chętnie przypełzła, a na koniec nawet wstała na nóżki i ześliznęła się na mnie do wody!
Wieczorem wyszykowaliśmy się na folkową Potańcówkę, zorganizowaną przez Ewę Małek - założycielkę Folk Klubu. Kiedy po 18:00 weszliśmy do kawiarni przy sali widowiskowej, kapeli, która miała przygrywać na żywo, jeszcze nie było. 





Początek imprezy był niemrawy, a chętnych do tańczenia niewielu.  Jednak już koło 20:00 pojawili się młodzi ludzie z zespołu pieśni i tańca Dąbrowica, a Potańcówka nabrała tempa i rumieńców! Bardzo podobała mi się zabawa przy prawdziwej muzyce ludowej, a w planach Folk Klubu są kolejne ciekawe wydarzenia o zabarwieniu ludowym - np. Folk Dance Fitness już w najbliższy piątek, w Chatce Żaka o godzinie 18:00! 


W Szwecji, Norwegii, na Węgrzech takie miejsca jak Folk Klub są bardzo popularne i odwiedzane przez liczne grupy młodych i nie tylko. W takich klubach jak skandynawski Folkhuset tańczy się narodowe tańce (sic! nazywają się tak znajomo: polska, mazurka), odbywają się zabawy ludowe przy muzyce granej na żywo, zarówno przez muzykantów jak i wykształconych, młodych muzyków, zafascynowanych tego typu sztuką. Cieszę się, że w końcu i w Lublinie (w Warszawie od lat odbywają się takie potańcówki) zaczyna pojawiać się zainteresowanie tańcem ludowym w praktyce, nie jako pompatyczne występy wyżyłowanych układów tanecznych w stylu Krajki czy zespołu W. Kaniorowej. Chciałabym, żeby Folk Klub trwał. Życzę jego założycielce Ewie powodzenia i siły w budowaniu tego wspaniałego projektu!


W niedzielę od 11 byliśmy na sesji zdjęciowej Orkiestry św. Mikołaja. Sesja odbyła się w Inkubatorze Medialnym w Chatce Żaka w Lublinie.



Było sporo szalonych pomysłów na ujęcia, a do kilku z nich załapała się Córa! Jestem bardzo ciekawa efektów. Światło i sceneria były profesjonalne, więc pan fotograf nie powinien mieć kłopotów z odpowiednim uchwyceniem cudowności tej małej osóbki.







Oto żywa reklama roku kolbergowskiego ;)...







Tydzień minął, a Hanka zdobyła kolejne umiejętności! Szczęka łupnęła mi o podłogę, kiedy po raz pierwszy usłyszałam jak moja córunia mówi "małałau" i "aułauła"! Pokazuje paluszkiem kota i powtarza "małałałaua", albo zapytana jak robi piesek mówi "aułauła". Boskim, cieniutkim głosikiem. Koniecznie musimy nagrać filmik jak Hania to mówi, bo to coś cudownego! Zaczęła też mówić "tio" i jednocześnie pokazywać różne rzeczy paluszkiem.



Pierwsze próby samodzielnego chodzenia z pchaczem także zakończone sukcesem! W związku z tym, że Młoda coraz częściej właśnie w pionie ogląda świat postanowiliśmy zainwestować w pierwsze, porządne buty! Wybraliśmy się wieczorem do Galerii Olimp.

Najpierw poszliśmy do Coccodrillo, ale efekt ceny buciczuńcików rozmiarunio dziewiętnaściuniesiuńki, całe 189,00 PLN był powalający. Owszem, wzory piękne, wykonanie super, materiały zapewne najwyższej jakości... ale, ale. Wiadomo, bez przesady.

Skórzane buciki, zapinane na szerokie paseczki z rzepą, ładnie wykonane, z usztywnioną piętką kupiliśmy w CCC, za 89 zł. Wzięliśmy rozmiar 20 - są jeszcze ciut większe niż stópka, ale można założyć grubszą skarpetkę i będą ok, a zawsze to na dłużej starczą... Zwłaszcza, że skóra się pewnie troszkę rozciągnie z czasem.

http://ccc.eu

Od razu po wyjściu ze sklepu włożyliśmy je Hani na nóżki. Potem w domu jeszcze przez jakiś czas miała je na stopkach, żeby się powoli przyzwyczajała. W tych butach zdecydowanie lepiej stoi, dłużej i z większą pewnością. Po prostu w miękkich łapciach kostki się jej bardzo wykręcały, a stopy nie miały właściwego oparcia. Wszyscy mówią, że niedługo pójdzie.... łaaaa  i kto ją dogoni??!! 

4 komentarze:

malgorzata stryjecka pisze...

piękne zdjęcia a na basenie wygląda cudnie widać ze nie boi się wody ! super atrakcje i widać do zespołu już dołączyła:)

kamila pisze...

zdjecia z basenu cudowne.

Aneta Sawicka pisze...

Ale Hania rośnie! Super z niej dziewczynka! I po raz kolejny napiszę-podziwiam Waszą rodzinną aktywność! My też musimy wziąć d...w kupę i zacząć się uspołeczniać:D

inspirujsie.blogspot.com pisze...

mój zespół po to jest zespołem, by mógł pompatycznie tańczyć i prezentować się na wielkich scenach. a Folk jako folk w Lublinie oprócz kilkunastu zespołów o spójnych strukturach nie funkcjonował, Folk Klub może być nowym etapem dla ludzi, którzy lubią, ale nie czują portrzeby wiązania się na lata, a tylko od czasu do czasu odprężyć się czy po prostu przyjść potańczyć w ludowych klimatach. ot taka różnica. Inicjatywa bardzo mi się podoba.