24.10.2013

Jaki piękny dzień



Pięknie dziękuję za taki piękny dzień. Pogodzie, bo spisała się na medal. Przyrodzie, bo wciąż żyje i powolutku zapada w sen. I ludziom, z którymi to piękno można podziwiać i cieszyć się nim! 

Poznałyśmy się w szpitalu. Obie rodzące naturalnie i bez wspomagania. Dzielne baby! Zgrałyśmy się w sumie od samego początku - na korytarzu, potem na wspólnej "vipowskiej" sali numer 4. Nasze maluchy, jak rodzeństwo, szpitalne, urodzeni w tym samym dniu, w odstępie 3 godzin, w tej samej sali i przy tych samych położnych. 


Pierwsze dni swego życia spędzili w swoim towarzystwie. Przemiłym, dodam na marginesie ;). Oboje słuchali wzajemnie swoich płaczów w nocy, jedli w tym samym momencie i zwykle na przewijaczkach też lądowali w podobnym czasie.

Dziś nasze maluchy mają już 5 miesięcy! Pięknie się rozwijają i dogadują, póki co bez słów. Czasem dochodzi do rękoczynów. Wymieniają się zabawkami i florą bakteryjną, na co mamy pozwalają i tłumaczą wzmacnianiem odporności bez użycia szczepionek. 

Na spacerkach zasypiają na zmianę - jak Kubuń śpi, to Lala zwiedza. Czasem się zgrają i równo pochrapują, a mamuśki sobie gadają, gadają...
Wczorajszy spacerek zakończył niemiły incydent, o którym niestety muszę wspomnieć. Spacerując uliczkami mojego osiedla, na którym stoją ponad 30-letnie domki jednorodzinne otoczone ogrodami, gdzie mieszkańcy dbają o obejścia, jest ciszej, spokojniej i wolniej się żyje niż na blokowisku, zostałyśmy brutalnie potraktowane przez jednego z Panów sąsiadów! 


Przyznaję, korzystałyśmy z ulicy, bo dobrze wiecie, jak wyglądają u nas chodniki, samochody są zaparkowane, krawężniki straszą przepastne, a miałyśmy wózki wyładowane zakupami po brzegi i dzieciory pospane.... Pan, w słusznym wieku, w marynarce i czerwonawym BMW na wysokich kołach, podjeżdżając od tyłu zapipczał na nas ostrzegawczo. Kolejny raz, przyznaję się bez bicia - puknęłam się w głowę Panu ostentacyjnie... bom matka, a dziecię spało, a jak! A Pan odpowiedział manewrem skandalicznym - podjechał do nas bliziutko, zatrzymał się na wysokości wózka Hańci i zatrąbił przeraźliwie!

Wrrrrrrrgggrrrrrauuu

Nerw mnie telepnął okropny, ręce mi się trzęsły i mięśnie twarzy podskakiwały od nadmiaru adrenaliny w krwioobiegu. Musiałam coś zrobić, cyknęłam go, jak wjeżdżał do swojego garażu. Zawsze splunę jak będę mijała Ten dom. Z nerwów. 


Ale dzień był piękny. I nie zepsuł go nawet Pan w BMW. Dzięki Wam kochani!

18 komentarzy:

pirelka pisze...

Ludzie mają tupet i są złośliwi, kierowcy uważają że wszystko im się należy. Mnie też by roztelepało!

http://rodzice-plus-dziecko.blogspot.com/

liv6 pisze...

Ale świnia z tego faceta, cham i prostak. Kobieta podejrzewam, że by się tak nie zachowała, a faceci jacyś nieczuli na dzieci. Co mu te maluchy zawiniły, żeby je klaksonem straszyć?

Anonimowy pisze...

I dobrze zrobił. Ulica to nie miejsce na spacerki, od tego jest chodnik.

córka pisze...

też mam kontakt z dziewczynami, które poznałam na patologii, gdy leżałam parę dni z E.
fajne takie znajomości.

Violianka pisze...

... szkoda, że to nie działa w obie strony: chodniki to nie miejsca do parkowania! Od tego są parkingi i garaże.

xxl pisze...

LOL. Nie czyń drugiemu, to Tobie niemiłe. Tobie wolno blokować innych, a innym nie wolno zwrócić Ci uwagi, boś święta krowa? Facet miał rację. Najpierw spokojnie zwrócił uwagę, że źle robisz, dopiero potem się zdenerwował. Chciał być uprzejmy, ale wobec niektórych - NIE WARTO.

--- pisze...

Nosz kużwa!!!idziesz ulicą jak święta krowa to trąbi,ciekawe czy była byś wyrozumiała i nic byś nie powiedziała gdyby zajechał Ci chodnik???Wy wózkowe naprawdę myślicie że macie wszędzie pierwszeństwo?żenua,ciesz się że nie wysiadł i Cię nie zjebał porządnie,a publikowanie zdjęć bez cudzej zgody jest karane

Endriu pisze...

hehe,straszyć klaksonem?do tego ma klakson żeby trąbić gdy wyskoczy wariatka z wózkiem.Gdybyś trafiła na mnie, jeszcze w ryj byś dostała.Myślisz że jak masz dzieciaka to jesteś panią życia,dróg i ulic???

sąsiadka pisze...

Uważaj żeby sąsiad nie wytoczył ci sprawy za umieszczanie zdjęć beż zgody,jak śmiem domniemać raczej jej nie posiadasz????

ja pisze...

chodzisz jak święta krowa to masz,i dobrze ci tak

J pisze...

Znowu pieluchowe zapalenie mózgu,z drogi auta i śledzie bo święta krowa z wózkiem z pomiotem jedzie......spaceruj po parku albo po balkonie jak masz problem

Zyczliwa pisze...

przyjdzie koza do woza... to Ty masz problem jak widze z innymi ludzmi.

silje pisze...

Kochana, już powiększam sobie fotkę i mailuję bratu, który, tak się miło składa, w drogówce zarabia na chleb powszedni. Zobaczymy, czy pan przepisowo jeździ, jak tak innych lubi pouczać. Mnie kiedyś taki cham ochlapał brudną wodą z kałuży, jak szłam z wózkiem. Przesłałam fotę. Cham się pięknie podłożył, proponując bratu łapówkę. Nieźle umoczył. Innej rady nie ma na chamstwo,jak dziki zachód, to dziki zachód. Fota poleciała.

Ernest pisze...

Prawdziwego faceta można poznać po tym jaki jest opiekuńczy wobec kobiet i dzieci. Ten damski bokser zupełnie nie ma jaj- ten od trąbienia i ten od hejtu, a być może to ten sam.

Violianka pisze...

raczej z tej fotki niewiele wyczyta, ale dzięki za chęci ;)

Violianka pisze...

Racja Ernest!

Sylwia N pisze...

rozumiem Cie, u nas tez chodniki wiecznie zastawione, trzeba chodzic ulicą. A Panom (chciaż nie wiem czy mozna ich tak nazwac) ktorzy staneli w obronie kierowcy radze czytac ze zrozumieniem, skoro chodnik zastawiony to gdzie miały przejsc z tymi wozkami? Przefrunac?

taka jedna pisze...

Tak się bulwersujesz o to, że ktoś zatrąbił, bo spacerowałaś po JEZDNI. Miał do tego prawo. A co gdyby ktoś wtedy wjechał w Ciebie i wózek? Też byś miała pretensje o to, że np stracił panowanie nad samochodem lub wjechał w dziurę? I ucierpiałoby na tym Twoje dziecko lub Ty? Myśl trochę kobieto, jezdnia jest dla samochodów, chodnik dla ludzi.