21.09.2013

Przejścia nie ma!


Dziś nie będzie tak lekko. Ale wkurzyłam się i zastosowałam blogo-terapię. Do rzeczy. Jakoś w ostatnich dniach wybraliśmy się we trójkę na spacer. Udaliśmy się w kierunku nowo powstającego osiedla przy ulicy Bluszczowej czy Cyprysowej... nie ważne.
 
Spacer nam się średnio udał, nie mogliśmy niestety przebić się przez postawione wszędzie płoty i płotki. Po co ktoś projektuje te wszystkie bariery? Dlaczego nie może być tak jak na starszych osiedlach (np. LSM czy Kalina) gdzie między blokami można swobodnie spacerować, są drzewa, trawniczki, ławeczki... Tutaj każdy blok otoczony jest płotem. Oczywiście każdy z tych płotów jest inny - jeden ze zwykłej siatki na słupkach metalowych inny bardziej ozdobny, z drutu, są zielone, srebrne, czarne...

Nawet przyszła mi do głowy taka myśl, że te płoty są po to, żeby nikt z obcego bloku nie przyszedł pod nasze okna i nie nas*ał nam tam swoim psem, niech sobie s*a swoim psem pod swoimi oknami! To jedyne wytłumaczenie jakie udało mi się znaleźć.
 
Niby mieszkamy na końcu miasta, jest dużo naturalnej zieleni i ciekawych miejsc, o ukształtowaniu terenu w stanie niezmienionym od lat, z okna w kuchni mojej mamy widać jeszcze skrawki niezagospodarowanych pól w oddali, a jednak nie da się skorzystać z tej całej przyrody. Po prostu nie można nigdzie dojść. O zajechaniu wózkiem z zawartością dziecięcą to w ogóle nie ma co marzyć!
 
Tyle się mówi o znieczulicy społecznej o zanikającej więzi między ludzkiej, o obojętności, o wrogości... Ponoć zaledwie 13% społeczeńtwa wierzy w dobre intencje innych ludzi. Smutne to i niestety zauważalne na każdym kroku. Ale jak ma się budować wspólnota pomiędzy mieszkańcami, jak mają powstawać jakieś więzi sąsiedzkie w takich warunkach? Kiedy odgradza się mieszkańców jednych od drugich jak więźniów? Ktoś powie - „dla bezpieczeństwa”. Oj ja tego nie widzę. Co to dla złodzieja taki płotek. Jak mają Cię okraść to i w strzeżonym blokowisku znajdą sposób, przekupią ciecia, przetną siatkę...
 
I jeszcze kwestia estetyki. Na dość małej przestrzeni zbudowano kilkanaście bloków, każdy inny. Od zgrabnych i kameralnych szeregowców, przez 4 piętrowe kwadraciaki po wysokie kilkupiętrowce... Gdzie tu jakaś logika, gdzie wizja? Bałagan, bałagan, chaos i zamęt.
 
A co ja się czepiam jakichś płotków. Niech sobie stoją. Pewnie. Tylko, że teraz kiedy chcę pójść spacerkiem, z wózeczkiem do koleżanki, która mieszka po drugiej stronie ulicy, za pierwszym rzędem bloków, muszę iść na około, bo na przestrzał się nie da. A jak bym chciała po 21:00 kupić puszkę Karmi w sklepiku Kropka po drugiej stronie ulicy, to też muszę najpierw obejść ileś tam bloków, bo od ulicy sklepik odgrodzono płotem. To ja już prędzej wsiądę w samochód i pojadę do tej koleżanki, a w drodze powrotnej skoczę do reala.

9 komentarzy:

Tata pisze blog pisze...

Dokładnie tak, dziś wszystko jest niby nowe i "z myślą o", a jakoś średnio to wychodzi w praktyce :)

Violianka pisze...

Wiesz Tato, ja wiem z myślą o kim, a właściwie, o czym, o pieniądzu. Ma być tanio, szybko, ale nie koniecznie to jest przemyślane. Piękne tereny za oknem w domu mojego dzieciństwa, łąki, pagórki, ktoś na zawsze zniszczył, zepsuł, bez głowy. Smutno mi jak na to patrzę i przypominam sobie jak jako mała dziewczynka z koleżanką naiwnie wierzyłyśmy, że damy radę obronić nasze pola i nie pozwolimy na zabudowę... taa. Akurat!

Anonimowy pisze...

też się wkurzyłam...

i coraz mniej chcę wracać... w Irlandii jest tak inaczej!
pzylećcie tutaj!

AR

Anonimowy pisze...

Oj... ja teraz do pracy chodzę na piechotę, właśnie przez LSM. I naprawdę, uwielbiam te moje poranne półgodzinne spacery- z przyjemnością chodzi się między tymi blokami, wśród zieleni!
Pewnie te siatki mają dać "luksus" ogrodzonego, strzeżonego, zaj.... osiedla. Deweloper wziął za to z 100 zł na metrze więcej, właśnie po to by kupujący żył w iluzji apartamentowca :P
KS

Anonimowy pisze...

A jeszcze jedno, nie mogę odnaleźć posta o tym co Hania zmieniła w Waszym życiu.... mam dziś wreszcie chwilkę, chcialam go w spokoju przeczytać i coś mi znikł:)
KS

Violianka pisze...

Kasia dawno to było, nie wiem czy Cię usatysfakcjonuję. Temat rzeka i na pewno nie o wszystkim napisałam, reszta przewija się w każdym z postów. Bo właściwie całe moje życie, wszystkie zajęcia są nowe, nowej jakości, dzięki NIEJ! Zapraszam do lektury: http://violianka.blogspot.com/2013/08/made-with-love.html

Violianka pisze...

Asiu czyżbyś Nas zapraszała do Siebie?? :P tak się wpraszam nachalnie... Zazdroszczę Wam tej Irlandii, wystarczy.

Krecik pisze...

Też tam ostatnio wylądowałam! Z M. na rowerze i I. w wózku! Masakra jakaś! Nawet 4,5-latek był zdziwiony, że "przejścia nie ma". Skończyło się na tym, że pilnował wózka, jak mu rower przenosiłam przez góry i haszcze, a potem zrobiłam to samo z małym w wózku... Ech...

Violianka pisze...

Ciekawe czy tym ludziom co tam mieszkają to w ogóle przeszkadza? Chyba nie. Ale może nie mają w zwyczaju chodzić na spacery?